HELSINKI

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

kecajmadeby

Fińskie gotowanie na ekranie z Davidem Gaboriaud

        Pierwszy kraj, który chciałem odwiedzić to była… Finlandia. Ze względu na św. Mikołaja, który stamtąd pochodzi. Zawsze ciekawiło mnie gdzie on z tymi swoimi reniferami mieszka. Śmiało można napisać, że podróżowaniem zaraziłem się już wtedy, gdy ledwo wyrosłem głową ponad stół. I z pewnością ogromny wpływ na to miała telewizja. Gdy nieco podrosłem były oczywiście książki, znajomi i przyjaciele, którzy mieli podobne zainteresowania. I szkoła, w której nauczycielka geografii potrafiła ciekawie opowiedzieć o tym jak piękna i różnorodna jest nasza planeta. Jednak to telewizja była pierwsza. Na początku był Bolek i Lolek i ich bajeczne podróże dookoła świata. Potem byli niezapomniani Tony Halik i Elżbieta Dzikowska, którzy tworzyli chyba najchętniej oglądany program podróżniczy w Polsce „Pieprz i wanilia”. Każdy odcinek oglądało się w emocjach, bo to co tam widziałem było tak naprawdę wtedy dla mnie jedyną możliwością „podróżowania” po dalekich lądach i morzach. A poza tym ten nieznany dla mnie świat pokazywano z ogromną pasją, która potrafiła tak zarażać, że nawet szklany ekran nie mógł zapobiec infekcji. Zachorowałem na podróżowanie i wyleczyć się z tego w żaden sposób już nie dało. Moje pierwsze podróżnicze marzenia wykiełkowały już wtedy, gdy Tony Halik „zabrał mnie” w podróż do Machu Picchu.

        Do dzisiaj wiedzę o kolejnych niesamowitych i wartych odwiedzenia miejscach na świecie bardzo często czerpię z telewizji. Wraz ze zmianą systemu politycznego pojawiło się szereg kolejnych fajnych programów o podróżach po Polsce i świecie, które namiętnie oglądałem i stanowiły dla mnie inspirację do kolejnych wypraw. Z Wojciechem Cejrowskim podróżowałem zatem boso po świecie, z Robertem Makłowiczem po kuchniach świata, z Martyną Wojciechowską na kraniec świata, z Beatą Pawlikowską żartowałem o podróżach, z Wojciechem Nowakowskim wybierałem się w podróże dookoła Polski, z Davidem Gaboriaud poznałem pół Europy, a fascynujący świat z góry zobaczyłem z Planete+. W towarzystwie telewizji zwiedziłem już chyba każdy zakątek Ziemi!

        Sezon letni to zazwyczaj sezon ogórkowy, jeśli chodzi o premiery kolejnych odcinków telewizyjnych cykli podróżniczych takich jak np. „Makłowicz w podróży” czy „Boso przez świat” Cejrowskiego. Wszystkie tego typu programy kończą się mniej więcej na przełomie maja i czerwca i ponownie wracają na ekrany dopiero we wrześniu. Przez całe lato puszczają powtórki odcinków emitowanych w latach ubiegłych i dla takiego wiernego widza jak ja oglądanie tego samego jeszcze raz mija się z celem. Jednak na wieść o tym, że David Gaboriaud wybiera się w kolejną podróż po Europie pokazywaną na kanale Kuchnia+ już od pierwszego tygodnia sierpnia 2015 r. ucieszyłem się szczególnie. Program z Jego udziałem – „David w Europie”, rozpoczynał właśnie już trzeci sezon, a zwiastuny zapowiadały turystyczno-kulinarną eksplorację Skandynawii. Z nieba mi spadł ten David! Toż to ja pod koniec sierpnia miałem w planach podróż do Oslo i praktyczne wskazówki odnośnie tego co tam zobaczyć i co zjeść były bardzo mile widziane. Co więcej, w związku z pojawieniem się nowej serii i zamiarem wciągnięcia widzów do oglądania kolejnych podróży Davida producenci programu zorganizowali konkurs, w którym główną nagrodą był wyjazd do Helsinek i udział w specjalnych odcinkach trzeciego sezonu „Davida w Europie”. Jak się pewnie domyślacie wziąłem udział w tym konkursie, wysłałem swoje zgłoszenie i… wygrałem wyjazd do Finlandii! Nawet sobie nie wyobrażacie jak ja się ucieszyłem… Po pierwsze wygrałem konkurs, a to zawsze jest bardzo miło coś wygrać. A po drugie… Finlandia! Nigdy tam nie byłem, więc pojawiła się okazja odwiedzenia kolejnego nieznanego mi wcześniej kraju, poznania jego kultury, atrakcji turystycznych i kuchni. Po trzecie to miałem wystąpić w telewizji w jednym z programów, które do tej pory miałem okazję oglądać jedynie z pozycji wygodnego fotela. Cóż… Przyznam się. W tej chwili uniesienia poczułem parcie na szkło!

        Konkurs trwał cztery tygodnie i w każdym z nich przyznawano jedną nagrodę główną oraz liczne nagrody pocieszenia związane z kulinariami, jak np. akcesoria kuchenne czy książki kucharskie. W każdym tygodniu było inne zadanie konkursowe do wykonania, a uczestnicy zabawy mogli wysłać maksymalnie jedno zgłoszenie na każde zadanie. Regulamin konkursu przewidywał, że największe szanse na wygraną mają zgłoszenia przygotowane w sposób kreatywny, twórczy i pomysłowy. Trzeba było na przykład napisać długi na 1000 znaków tekst o tym o czym porozmawiałbym z Finem podczas wspólnego pobytu w saunie albo jakimi tradycyjnymi polskimi daniami ugościłbym fińskiego gościa, gdyby odwiedził mnie w Polsce. Do tego trzeba było wykazać się wiedzą na temat kuchni fińskiej, rozwiązując krótki test oraz zdobyć jak najwięcej punktów w grze zręcznościowej udostępnionej dla uczestników na specjalnie przygotowanej stronie internetowej, a polegającej na tym, aby nie dopuścić do przegrzania lub zamarznięcia fińskiego jegomościa korzystającego z sauny. Nietypowo i pomysłowo jak na konkurs!

        Zadania rozwiązałem na piątkę z plusem, bo już w pierwszym tygodniu konkursu otrzymałem nagrodę w postaci akcesoriów kulinarnych – wysokiej jakości siekacza do ziół wraz z deską do krojenia oraz zestaw książek kucharskich Jamiego Oliviera, Tomasza Jakubiaka oraz Yotama Ottolenghi, a drugi tydzień przyniósł mi nagrodę główną, czyli wyjazd do Helsinek na nagranie odcinków specjalnych. To się nazywa zgarnąć całą pulę! Troszkę byłem zaskoczony tym, że wygrałem ten wyjazd, bo program „David w Europie” wydawał mi się kierowany do telewidzów w wieku 18-35 lat, a ja, z racji bycia młodym już tylko duchem, nijak nie wpasowywałem się w ten target. Widocznie producenci uznali, że nadszedł czas na poszerzenie grona fanów programu i poprzez udział mojej skromnej osoby postanowili spenetrować nowe rynki. Z mojego egocentrycznego punktu widzenia taki zamysł, jeśli w ogóle miał coś wspólnego z rzeczywistością, był godzien mojego największego podziwu i uznania!

        Miesiąc od ogłoszenia wyników konkursu stawiłem się na lotnisku Okęcie w Warszawie gotów do wylotu i Finlandia stała przede mną otworem. Oprócz mnie nagrodą główną uhonorowano jeszcze troje innych szczęśliwców, więc w hali odlotów zjawili się również Monika, Kuba i Mateusz. Wymiana z Nimi kilku zdań po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Wszyscy okazali się sympatyczni, towarzyscy i weseli. Nareszcie mieliśmy też sposobność poznać Davida Gaboriaud, głównego bohatera i prowadzącego program „David w Europie”, który zjawił się na lotnisku z ogromną torbą wypchaną jakąś nieskończoną liczbą garnków, misek, sztućców, palników gazowych i szeregu innych akcesoriów kuchennych potrzebnych przy realizacji programu. Różne słuchy dochodzą nas, szarych obywateli tego pięknego kraju, o ludziach ze szklanego ekranu. Że „gwiazdy”, że zarozumiali, że snoby, że… Ech! Nie ma sensu wymieniać tych wszystkich epitetów… Jeśli to by się zgadzało, to David w takim razie nie wyglądał mi na kogoś z telewizji. Przesympatyczny człowiek! Zero zarozumialstwa. Skromność to jego drugie imię, a Pasja dali Mu na bierzmowaniu! Od samego początku zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Co więcej, pozostała ekipa pracująca przy realizacji programu (a w sumie było ich wszystkich jeszcze z 8 osób), sprawiali od samego początku wrażenie super fajnych ludzi. Oprócz nas-zwycięzców konkursu i Davida – towarzyszyli nam kierownik produkcji, operatorzy kamer, dźwiękowiec, reżyser, producenci i nawet… stylistka kulinarna. Pełna profeska!

Finlandia
Na planie „Davida w Europie”

        Półtoragodzinny lot komfortowymi liniami lotniczymi Finnair wystarczył, aby dolecieć do Helsinek i wylądować na lotnisku Vantaa. Jeszcze tylko wypożyczenie aut, przejazd autostradą kilku kilometrów i za chwilę dotarliśmy do Hotelu AVA. Pokoje skromnie urządzone, ale bardzo czysto. Dookoła hotelu spokój, cisza, parki, choć „tuż za rogiem” znajduje się tętniące życiem miasto. Krótki odpoczynek i ruszamy tuż za ten róg przywitać się z Finlandią! Znaczy się… Na razie w planach nie było żadnego alkoholu! Ot, po prostu zrobiliśmy sobie krótki rekonesans po centrum stolicy kraju Świętego Mikołaja i Muminków. Wieczorem natomiast David zaprosił nas na kolację do Ravintola Loiste. Zlokalizowana na 10 piętrze centrum handlowego Sokos restauracja oprócz pysznego jedzenia oferuje swoim klientom fantastyczne widoki na centrum miasta. Jest nawet taras, z którego można swobodnie oglądać panoramę Helsinek i robić zdjęcia. W menu pojawił się krem z pomidorów, smażona morska ryba, a na deser lody… bazyliowe, które przyćmiły wcześniej zjedzone dania. Pierwszy raz w życiu próbowałem lodów bazyliowych i to było niesamowite doświadczenie kulinarne. Choćby pod pretekstem zjedzenia tych nietypowych w smaku lodów warto odwiedzić Ravintola Loiste. Zapamiętajcie proszę ten adres!

Finlandia
Helsinki nocą. Widok z tarasu restauracji Ravintola Loiste

        Niestety aura już w połowie września nie rozpieszcza mieszkańców Helsinek i turystów. Generalnie Finlandia nie rozpieszcza ładną pogodą przez cały rok. Jest chłodno, troszkę siąpi deszczyk i wieje od morza tak, że zrywa kaptury z głów. Pierwszy dzień zdjęciowy do specjalnych odcinków „Davida w Europie” z naszym udziałem zaczynamy zatem od rozłożenia parasolek, które skutecznie zasłaniają kamerom połowę luterańskiej katedry Tuomiokirkko na Placu Senackim (Senaatintori). Kościół wybudowany na niewielkim wzgórzu obudowanym zewsząd kamiennymi schodami prowadzącymi wiernych i zwiedzających do bram świątyni, jest bez wątpienia najbardziej emblematyczną budowlą Helsinek. Góruje majestatycznie nad centrum miasta i nie sposób ją przeoczyć. Wnętrze kościoła jest surowe, wręcz ascetyczne. Na ścianach nie ma malowideł, rzeźb, na sklepieniach nie ma fresków, a z ołtarza nie kapie złotem… Kurczę! A może tak powinien wyglądać kościół, w którym nic nie ma prawa odciągnąć uwagi chrześcijanina od żarliwej modlitwy?

Finlandia
Katedra Tuomiokirkko na Placu Senackim

        Architektura miasta w dużym stopniu przypomina tę, którą miałem okazję kiedyś zobaczyć w Sankt Petersburgu. Nic w tym dziwnego. Finlandia i wraz z nią Helsinki przez ponad sto lat pozostawały pod wpływami carskiej Rosji i były w granicach rosyjskiego imperium do drugiej dekady XX w. Białe, żółte, niebieskie i różowe w odcieniu klasycystyczne fasady budynków dominują w ścisłym centrum i przypominają do złudzenia te wybudowane 500 km stąd, nad Newą. Silnym odzwierciedleniem rosyjskich wpływów w architekturze miasta jest również górujący nad portem, a położony dosłownie 500 metrów od luterańskiej katedry, prawosławny sobór Uspieński, przypominający te stojące w Sankt Petersburgu i Peterhofie.

Finlandia Helsinki
Sankt Petersburg to czy Londyn?

        Pierwsze zdjęcia do „Davida w Europie” na Senaatintori były już za nami i cała ekipa przeniosła się na kolejny filmowy plan, za który posłużyła nam stara hala targowa położona tuż przy porcie. Jej wdzięcznie brzmiąca i łatwo wpadająca w ucho nazwa – Vanha Kauppahalli, kryje za sobą targ żywności, który działa nieprzerwanie od 1889 roku, a największą jej zaletą jest to, że posiada… dach! W zimne dni, kiedy pogoda nie rozpieszcza sprzedawców i klientów, staje się dla nich schronieniem i oazą ciepła. Dla nas również, bo duje od morza jak halny w Tatrach. Niewielkich rozmiarów, ceglasta hala kryje w sobie kilkadziesiąt stoisk z warzywami, pieczywem, rybami, mięsem i różnorodnymi przetworami. Wybór ogromny, a na półkach roi się od niespotykanych w Polsce przysmaków i specjałów. Można się więc zaopatrzyć w takie delicje jak salami z łosia (przesmaczne! polecam!) lub renifera, pasztety z tychże samych kopytnych zwierzaków, przetwory z niedźwiedziego mięsa i sadła, różnej maści miody z rokitnika oraz z kwiatów rosnących w pobliskim Parku Sibeliusa, brusznica oraz zatrzęsienie owoców morza. Rozmaitością nie ma końca i co stoisko to kolejna kulinarna niespodzianka. Oczywiście fakt, że towarzyszyły nam kamery sprzedawcy z premedytacją wykorzystywali do promocji swoich stoisk, nakłaniając nas do licznych degustacji. Nie od dziś przecież wiadomo, że jeśli taka gwiazda telewizji zachwali coś w szkiełku to wzrost sprzedaży murowany! Dobrze, że ci straganiarze nie mieli świadomości, że wystąpię tylko jednym odcinku tego programu i że ze mnie taka gwiazda telewizji jak z koziej dupy trąbka, bo inaczej oblizałbym się i obszedłbym tylko smakiem. A tak miałem tutaj swoje pięć 5 minut i kuchnia fińska nie ma już dla mnie żadnych tajemnic. A w ogóle to już na koniec tego opisu z hali to chciałbym Wam polecić konsumpcję jednej z trzech zup dnia (lub nawet wszystkich trzech jak ktoś będzie miał wilczy apetyt) podawanych w sympatycznej knajpce, która znajduje się na terenie Vanha Kauppahalli. Cena prawie 10 euro za sporej wielkości talerz zupki. To lokalik, który oferuje w menu tylko i wyłącznie zupy, a każda z nich to poezja. Gwarantuję!

Finlandia Helsinki
Zaproszenie do degustacji salami z łosia w Vanha Kauppahalli
Finlandia
Gorąca zupa w doborowym towarzystwie smakuje wyśmienicie

        Cena 10 euro za zupę to standard. Ogólnie Finlandia to nie jest tani kraj. Salami z łosia lub renifera – 16 euro za 15 cm długości pętko, niewielki słoiczek miodu z rokitnika – 10 euro, półlitrowa butelka wódki… 35 euro! Cenowy zawrót głowy, ale cena alkoholu to nie jedyny problem! W 600. tysięcznym mieście jest zaledwie kilka sklepów, w których można kupić mocny alkohol, więc po prostu te dobro pierwszej potrzeby jest trudno dostępne. W supermarketach sprzedają piwo, ale tylko do 21:00. Potem szlaban. Nic procentowego się nie kupi. Chyba, że w knajpach, ale tam to już w ogóle ceny z kosmosu. I najśmieszniejsze jest to, że Fińczycy to i tak jedna z najbardziej pijących nacji. No, ale co im się dziwić? Pogoda paskudna, ciemno szybko się robi, słońca mają niewiele i te dziewczyny na ulicach naszych Polek nie przypominają. Muszą jakoś odreagować i ja bym ich jakoś specjalnie nie krytykował. Co więcej, zaprosiłbym ich jak najliczniej do nas, do Polski. Toż to oni mieliby tu istny raj na Ziemi! Osobiście trochę się dziwię tym Finom, że oni tak rzadko wybierają Polskę jako swój cel podróży. Kiedy ktoś im wreszcie wmówi, że nasza Ojczyzna to realna konkurencja dla Malediwów i Karaibów?

        Skoro już tak jesteśmy przy jedzeniu i piciu to chciałbym zarekomendować Wam dwie fajne miejscówki w Helsinkach. Będzie coś dla wegetarian i coś dla mięsożerców. Pierwszy lokal to restauracja fastfoodowa Street Gastro przy Vaasankatu 13. Choć to fastfood, oferujący mięsne sandwiche to jednak półprodukty, z których powstają poszczególne dania powstają już jak najbardziej w rytmie slow. Jakość i smak dodawanej do kanapek wołowiny, jagnięciny i wieprzowiny, doprawionej tylko solą i pieczonej w niskiej temperaturze nawet przez 20 godzin jest niepowtarzalna. Mięso w połączeniu z ciabattą i takimi dodatkami jak sałata, majonez chrzanowy lub bazyliowy, musztarda jabłkowa, kminkowy lub cytrynowy jogurt, mięta, piklowana czerwona cebula czy chermoula daje megasmaczną kanapkę. Petarda! Co równie ciekawe w lokalu można zakupić pięknie zapakowaną wołowinę, jagnięcinę czy wieprzowinę pieczoną przez 12 lub 20 godzin i podobną kanapkę lub mięsną sałatkę można sobie przygotować samodzielnie w domu według już własnego uznania. Super pomysł!

Finlandia
Kulinarna Finlandia

        Teraz propozycja dla wegetarian. Gdy będziecie w Helsinkach znajdźcie koniecznie SIS.Deli+Cafe przy Pursimiehenkatu 7. Prowadzona przez 2 siostry restauracja ma kilka lokalizacji w Helsinkach, więc bez trudu można ją znaleźć w każdym rejonie miasta. Wszystkie lokale to połączenie wegetariańskich restauracji ze świeżym i zdrowym jedzeniem na miejscu lub na wynos, piekarni, kawiarni oraz niewielkich delikatesów, w których można zakupić towary wyprodukowane na miejscu. Niesamowicie przytulne miejsce, w którym można w szczególnej atmosferze zjeść wyśmienitą owsiankę na śniadanie czy pyszną sałatkę w czasie lunchu, kupić ciepłe, świeże i pięknie pachnące pieczywo wypiekane na miejscu oraz kupić konfiturę z brusznicy czy owoców rokitnika. Jestem mięsożercą, ale po wizycie w tym lokalu naprawdę doceniłem na nowo smak owsianki, nietypowego w smaku miodu i konfitur. Obejrzyjcie odcinek specjalny „Davida w Europie” (Sezon 3 Odcinek 18) ze mną w roli drugoplanowej, a przekonacie się, że miałem powody, aby teraz to napisać w taki właśnie sposób i zachęcić Was do wizyty w tym wyjątkowym miejscu. Okazuje się, że Finlandia to nie tylko ryby i dziczyzna, ale również brusznica, rokitnik, lukrecja i moroszka.

Finlandia Helsinki
Śniadanie u Tiffany’ego? A skąd! Dziś jemy w SIS.Deli+Cafe!

        Drugi dzień pobytu w stolicy Finlandii kończymy… śpiewająco. Nigdy bym się nie spodziewał, że Finlandia to prawie Japonia! A jednak, bo okazało się, że w tym kraju bardzo popularną rozrywką wśród mieszkańców jest karaoke. No lubią sobie pośpiewać tutaj i praktycznie na każdym rogu można spotkać lokal przygotowany do zapewnienia takiej atrakcji dla swoich gości. Śpiewają wszyscy – młodzi i emeryci, chłopaki i dziewczęta, trzeźwi i pijani, weseli i smutni… Wszyscy! My wylądowaliśmy w super miejscu, gdzie sympatyczny pan za barem nie tylko udostępniał swoim gościom mikrofon i wyświetlał teksty wybranych piosenek, ale również sam brał sprawy (tzn. głos) w swoje ręce (gardło) i śpiewał aż miło. Naprawdę dobrze mu to wychodziło. Nam już trochę gorzej, niestety. W moim przypadku to było tak, że już w dzieciństwie jakiś ogromny słoń musiał nadepnąć na moje uszy, a lekcje muzyki były dla mnie inspiracją do doświadczenia tego czym są wagary. Chcąc nie chcąc musiałem zaśpiewać, bo tak było w scenariuszu odcinka programu i Pan Reżyser tak zarządził. I tak oto wspólnie z Davidem i Mateuszem podłożyliśmy wokal do słynnego (oczywiście tylko w Finlandii) rockowego przeboju zespołu Popeda pt.: „Ukkometso”. Żeby nie było wątpliwości nasz „wykon” był po fińsku, więc śmiechu było prawie tyle co tego śpiewania. Jeśli ktoś miałby ochotę przekonać się czy to było łatwe czy trudne zadanie to proszę bardzo – oto link do pieśni Ukkometso. A może sami odwiedzicie ten bar i spróbujecie sami dać fińskiego czadu? Proszę bardzo – oto nazwa i adres tego przybytku: Yőkyőpeli Karaoke Bar, Fabiansgatan 17.

Finlandia Helsinki
Jeden z setek barów karaoke w Helsinkach. Śpiewać każdy może? Teoretycznie tak…

        Ręka do góry ten kto jadł kiedykolwiek w swoim życiu mięso renifera… Hmm… Mało Was! Ja jadłem, a okazję ku temu miałem w restauracji Viaporin Deli Oy na wyspie Suomenlinna. Wyspa oddalona jest od centrum Helsinek kilkoma morskimi milami, które pokonuje się na pokładzie promu produkcji… polskiej, odpływającego z nabrzeża Kauppatori – tuż obok starej hali targowej Vanha Kauppahalli. Za 5 euro w ciągu niespełna 20 minut można dotrzeć do miejsca, w którym wybudowano jedną z największych twierdz obronnych w Europie, nazywaną nawet kiedyś Gibraltarem Północy. Na wyspie oczywiście można pochodzić po murach potężnych fortyfikacji, wspiąć się na na ogromne działa oraz zobaczyć pozostałości licznych magazynów broni i amunicji oraz wojskowych koszar. Warownia służyła najpierw Szwedom, a potem carskiej Rosji jako przyczółek obronny i strategiczny punkt ataków na angielsko-francuską flotę morską zmierzającą z wrogimi zamiarami w kierunku Sankt Petersburga. Dziś to miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i prężny ośrodek kulturalny. Finlandia ma tylko siedem miejsc na tej liście, więc warto tu się wybrać nie tylko z powodu smacznej polędwicy z renifera podawanej w aksamitnym sosie demi glace.

Finlandia Helsinki
Gibraltar Północy, czyli Twierdza Suomenlinna
Finlandia Helsinki
Polędwica z renifera w sosie demi glace

        Kolejne miejsce warte odwiedzenia podczas wizyty w Helsinkach to wyspa Seurasaari, położona na zachód od centrum miasta. Bardzo ładna nadmorska promenada, a następnie długi drewniany most prowadzą wprost na wyspę, gdzie znajduje się skansen wiejskich zagród i chat sprowadzonych tutaj z całego kraju. Jest tu nawet stary drewniany kościół i kilkusetletni młyn. Wszystko odrestaurowane i udostępnione zwiedzającym pośród zieleni lasu i łąk. Taka Finlandia kilkaset lat wcześniej. Wyspę można obejść spacerem w ciągu kilkudziesięciu minut i jest to wysiłek wart zachodu, bo widoczki są urocze i można pstryknąć sobie kilka naprawdę niezłych zdjęć na tle dzikiej przyrody i groźnie falującego i spienionego Bałtyku oblewającego wokół wyspę. Tutaj też Kuba i Monika nagrywali zdjęcia do odcinka specjalnego „Davida w Europie” ze swoim udziałem (Sezon 3 Odcinek 17). Na filmie będziecie mieli okazję zobaczyć jak wspólnie z Davidem przygotowali w pięknych okolicznościach przyrody sandacza na białym winie, a na deser przyrządzili zabajone z pewnym arcyfińskim słodko-pikantnym dodatkiem. Obejrzyjcie sobie przy najbliższej okazji ten odcinek w całości, bo tam znajdziecie rozwiązanie tej mojej kulinarnej zagadki.

Finlandia Helsinki
Fiński skansen na wyspie Seurasaari
Finlandia Helsinki
Skansen? Muzeum? To przytulna cukiernia Villa Angelica w Helsinkach

        Dwa ostatnie punkty na mapie stolicy Finlandii, które obowiązkowo trzeba zaliczyć to miejsca związane z kultem religijnym, ale za to nietypowe i nietuzinkowe. Jeśli będziecie w samym sercu miasta u zbiegu ulic Simonkatu i Mannerheimintie to nie możecie przegapić Kampin Kappeli – niewielkiej kapliczki w owalnym kształcie przypominającym do złudzenia… sedes. Finlandia zaskakuje zatem nie tylko kulinarnie. Nowoczesna architektura małej świątyni ma intrygować i niejako zachęcać do zajrzenia do jej wnętrza zabieganych po centrum miasta ludzi. W środku jest przede wszystkim… cisza. Zupełna. Choć to środek miasta i dookoła gwar samochodów, tramwajów, autobusów i tłumów przechodniów to w środku jest cisza jak makiem zasiał. Doskonale wytłumione ściany i sufit pozwala na zatopienie się w modlitwie w samym środku 600. tysięcznego miasta.

        Oryginalną w swojej formie i architekturze jest również Temppeliaukion kirko – kościół wykuty w skale. Lokalizacja tej świątyni jest absolutnie wyjątkowa, bo zewsząd otoczona jest, niczym szczelnym pierścieniem, wysokimi kamienicami, które u swych stóp mają ogromną szklano-miedzianą kopułę kościoła. Wnętrze zatopione jest w skałach kilka metrów poniżej niewielkiego skalnego pagórka. Ściany z surowego kamienia spływają strużkami wody przedostających się ze skalnych szczelin. Minimalistyczne wyposażenie Temppeliaukion kirko jeszcze bardziej przypomina jaskiniowy charakter wnętrza i przyczynia się do stworzenia doskonałej akustyki, dającej przyczynek do często odbywających się tutaj koncertów organowych oraz muzyki poważnej. Podobno częstszych niż organizowanych tutaj mszy. Absolutnie obowiązkowy punkt do zwiedzenia w Helsinkach i zdecydowanie mój numer jeden na liście atrakcji turystycznych miasta.

Finlandia Helsinki
Kościół wykuty w skale Temppeliaukion kirko

      Ostatni dzień wypełniły nam nagrania do „Dawida w Europie”. Wspólnie z Davidem i Mateuszem przygotowaliśmy dwa pyszne dania w Cafe Ursula, która posłużyła nam za plan zdjęć. Wiało zdrowo od morza, ale daliśmy radę i po zmontowaniu wszystkiego fajnie to wyszło. Finlandia na talerzu w tym przypadku to była zupa rybna z łososia i golca arktycznego oraz kaszanka podana na byłce z sałatą, marynowaną cebulą i sosem z brusznicy. Cały odcinek z moim udziałem zobaczyłem dopiero 6 grudnia, więc dostałem fajny prezent na Dzień Mikołaja. Przed telewizorami zasiadła cała rodzina, przyjaciele i znajomi. Lekki stresik był, bo nie ogląda się siebie na szklanym ekranie codziennie, ale wstydu raczej nie było.

Finlandia Helsinki
Prawda czasu, prawda ekranu… Magia telewizji!
Finlandia dotychczas kojarzyła mi się ze św. Mikołajem, marką wódki, Muminkami i surowym, polarnym klimatem.

        To była fajna przygoda. Tych pięć dni spędzonych w Finlandii długo nie zapomnę. Nie tylko ze względu na to, że miałem okazję wystąpić w fajnym programie telewizyjnym, ale przede wszystkim na to kogo poznałem i co posmakowałem.  Finlandia to niezwykle interesujący i oryginalny kraj. Teraz Finlandia będzie wspominana przeze mnie jeszcze jako kraj gdzie można również wesoło pośpiewać i smacznie zjeść. Od czasu powrotu mogę śmiało powiedzieć, że kuchnia fińska nie ma przede mną już wielu tajemnic, choć oczywiście nabrałem apetytu żeby rozsmakować się w takim kraju jak Finlandia jeszcze bardziej. Byłem przecież tylko w stolicy, a do posmakowania są jeszcze Laponia, Rovaniemi, Lahti, setki tysięcy jezior, Tampere, Turku, zorze polarne i białe noce. Dlatego nie żegnam się na zawsze z Finlandią tylko mówię jej: Näkemiin Suomi!

Finlandia Helsinki
Bohaterowie „Davida w Europie” Sezon 3 Odcinki 17 i 18 w komplecie

Głodni następnych podróży? Macie ochotę spróbować ciut Wschodniej Europy? Jeśli tak, wybierzcie się z nami do Rosji i poznajcie smaczne oblicze Sankt Petersburga

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *