MALEDIWY

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Jacekclipboard02

Malediwy 2016 – jak podróżować żeby nie zbankrutować.

Wypad na Malediwy był bardzo spontaniczny i zrodził się w ostatniej chwili. Wiedzieliśmy jedno – nadchodzą ferie zimowe więc czas pozbyć się naszej ukochanej „stonki” i ruszyć gdzieś razem, najlepiej w cieplejsze klimaty. Po uwagę braliśmy jakiegoś „lasta” z biura podróży najlepiej do” czarnej” Afryki. Mimochodem zacząłem jeszcze sprawdzać ceny lotów na różnych portalach i na gotogate.pl znalazłem rozsądną ofertę Aeroflotu, z dogodnymi przesiadkami na tygodniowy pobyt na Malediwach. Z racji tego, że jakiś czas temu czytałem relacje z tego kierunku, wymieniłem z żonką kilka porozumiewawczych spojrzeń i nacisnąłem – enter.

W związku z tym, że nie było już zbyt dużo czasu na eksperymentowanie, postanowiliśmy ruszyć „wytartym” szlakiem Maafushi – Fulidhoo.

Głównym celem tej krótkiej relacji jest dostarczenie najświeższych informacji z tych dwóch wysp, ponieważ  zarówno Maafushii jak i Fulidhoo zmieniają się w błyskawicznym tempie i to co można było o nich przeczytać w 2013 lub 2014 roku, często już jest nieaktualne. Z własnego doświadczenia wiem, że przed wyjazdem człowiek szuka różnych informacji, opinii aby uniknąć niepotrzebnych turbulencji a gdy sam wróci z wyjazdu ze zwykłego lenistwa nie chce pomóc innym w ominięciu wirów i raf.

malediwy-100

Wylądowaliśmy o 9:30 w czwartek 4 lutego. Po szybkiej wymianie garderoby na klapeczki i krótkie spodenki oraz wymianie dolarów na miejscową walutę ( dla przypomnienia 1 $ to 15 MR), ruszyliśmy w kierunku przystani promowej. Po wyjściu z lotniska głównym wyjściem skręcamy w prawo i po ok 50 metrach za zadaszonym drewnianym pomostem znajduje się budka z biletami gdzie za 1$ kupimy bilet do Male by po niespełna 10 minutach dopłynąć do stolicy. Po wyjściu na brzeg od razu dopada nas świeżo pozyskany taksówkowy „friend”, który proponuje nam „speed boata”  na Maafushi po 20$ od dzioba. Nie ukrywam, że mieliśmy taki plan, żeby dorwać coś takiego w podobnej cenie, ponieważ prom (za 2$) odpływał dopiero o 15:00 i płynie 1,5 godziny a my przylecieliśmy tu tylko na 7 dni i chcemy czerpać pełnymi garściami. Zachowujemy się trochę jak bohaterowie piosenki Kazika „Wyjechali na wakacje….”, którzy po pozbyciu się dzieci ruszają w nieustające tourne.

Wracając do naszej wyprawy, to bierzemy tego taksiarza i  ruszamy do Vilingili Ferry Terminal. Cena za kurs z dwoma walizkami to 5$ (3 $ bez bagażu) i warto o tym pamiętać bo nasz „friend” krzyknął 10$ ale po moim wybuchu śmiechu opuścił z tonu i wymamrotał 5$. Jest ok. 11-ej. Wspomniany prom na Maafushi stoi przy nadbrzeżu i jest ładowany całą masą materiałów budowlanych, spożywczych a nawet skuterami. Na promie czekało już kilka „bladych twarzy” którzy tak jak my nie załapali się na wcześniejszy prom o 10:00. Załadunkiem promu dyryguje pewien dżentelmen,  który ………proponuje wszystkim „speed boata” za owe 20 $. Motorówka ma odpłynąć o 12:30 i po 30-40 minutach osiągnąć cel. Kupujemy więc bilety, chroniąc się przed słońcem na nieustannie doładowywanym promie. Powoli dopada nas głód, więc jako  „głowa” rodziny postanawiam udać się na łowy. Stając plecami do wody należy odbić jakieś 50 metrów w prawo a następnie pójść w głąb wyspy ok 70 metrów by po prawej stronie (za szlabanem) ujrzeć ciąg małych knajpek. Jest jeszcze dość wcześnie ale już widać gromadzących się tam lokalsów- co tylko dobrze świadczy o tym miejscu. W związku z tym, że zostawiłem Laurę z tobołkami muszę zamówić coś szybkiego na wynos. Biorę opiekaną kanapkę z kurczakiem i jakimiś przyprawami za 51 MR (przyp. ok 3,5 $)

Napisałem – coś szybkiego – ale zapomniałem! Coś szybkiego w Male to nie to samo co – coś szybkiego w Polsce.
W knajpce pracowało trzech „kelnerów”, jeden kasjer i widziałem dwóch kucharzy. Po drugiej stronie barykady dwa zajęte stoliki z w sumie czterema klientami kończącymi posiłek   i ja po…….. 30 minutach dalej głodny?! Postanowiłem nieco pospieszyć towarzystwo ale efektów brak. Po kolejnych 10 minutach zacząłem już nerwowe spacery po lokalu  bo czas wypłynięcia się zbliża a ja tu dalej…GŁODNY! Najgorsze jest to że nie zabrałem telefonu. Żonka pewnie mnie nie zostawi i jak będzie trzeba to chwyci się śruby od motorówy i odpłynąć jej beze mnie nie pozwoli.

W końcu po prawie 45 minutach dostaje swoje upragnione zawiniątko plus frytki, których nie zamawiałem (może to zadośćuczynienie za poniesione straty moralne) i pędzę do portu. Obrotny  „kierownik” nagonił całe stadko turystów więc zaczynamy się pakować do łodzi.

A kanapka była naprawdę dobra z ostrym sosem – takim jak lubimy.

Po niespełna 40 minutach dotarliśmy do Maafushi.

Trzeba przyznać, że są nieźle zorganizowani ponieważ zaraz po starcie jeden z obsługi pyta każdego pasażera do jakiego hoteliku się udaje a potem tam dzwoni i zanim dopłyniemy do celu w porcie już czekają na Ciebie z tabliczkami z nazwą hotelu.

malediwy-12

Na trzy noce zatrzymaliśmy się w Isle Beach Inn. Jest to dość sympatyczny pensjonacik z pięcioma pokojami. Cena 115 $ brutto za nockę może i średnio atrakcyjna ale przecież to szczyt sezonu, chiński nowy rok więc na początek wolałem nie ryzykować. W godzinach 12:30-14:30 oraz 19:30-21:30 można było sprawdzić umiejętności kucharza. Wypadał całkiem nieźle. Ceny brutto od 4,5$ za ryż z grillowanym tuńczykiem, cebulką i chili do 12$ za kawał pieczonej lub grillowanej ryby. Z innych lokali mogę polecić Sunset Cove  ( na wysokości portu )  gdzie ceny brutto zaczynają się od 4$ i 90% klienteli stanowią lokalsi. Dwukrotnie jedliśmy w Sun Tan Beach Hotel, a właściwie na plaży przed hotelem. Tu dania trochę droższe od 6 do 15$ brutto. Jedzenie ok. ale „niestabilne” tzn. raz to samo danie dobrze przyrządzone (pikantne) a drugim razem kucharz zapomniał w ogóle dodać chili. Do wyboru są też tzw. Bufety po ok. 10 $ brutto od osoby gdzie można się nawprowadzać do bólu. Widziałem też bufet za 6$ netto w Venturo Maldives ale niestety nie jadłem więc o jakości niczego napisać nie mogę.

malediwy-102

Plaża bikini – dosyć wąska ok 70 metrów, ale na szczęście można poczuć trochę swobody wchodząc do wody ponieważ woda tu jest na tyle płytka, że można odejść od brzegu dobre 250 metrów. Dla początkujących amatorów snorklingu takich jak my atrakcją jest niewielkiej wielkości rafa. Przy plaży znajduje się niewielki sklep spożywczy  w którym można kupić schłodzone kokosy po 2 $, cole/sprite  0,5 l po 1$ oraz inne specjały.

 malediwy-103

Plaża dla miejscowych na której można się kąpać i opalać w krótkich spodenkach i koszulkach. Ze swoją obłędną  kolorystyką i małą liczbą odwiedzających, zrobiła na nas  bardzo pozytywne wrażenie.

malediwy-14

malediwy-15

Jeżeli chodzi o wycieczki to poniżej zamieszczam cennik z hotelu Isle Beach Inn.

isle-cennik0001

Warto zwrócić uwagę na ceny transportu które mogą w znaczny sposób podnieść koszt całej wycieczki. Dla przykładu podam koszt transportu 75$ od dzioba (przy dwóch podróżujących)  do Fihaalhohi resort z naszego hotelu. Z hotelu Venturo cena wynosiła 45 $, czyli na parę możemy być w plecy 60 $. Skąd ta różnica?. Na Maafushi (zresztą nie tylko tam) jest zaledwie 3-4 właścicieli szybkich łódek i wszystkie hotele korzystają z ich transportu dorzucając sobie co nie co do ceny.  Tak się akurat składa, że wspomniane Venturo oprócz hotelu ma swoje motorówki. To właśnie ich łodzią przypłynęliśmy z Male. Również z ich transportu skorzystaliśmy ostatniego dnia płynąc z Maafushi bezpośrednio na lotnisko w cenie 20$ od dzioba. Bilety można kupić bezpośrednio w hotelu Venturo lub zgłosić chęć zakupu mailowo lub telefonicznie.  Namiary poniżej.

 malediwy-venturo-zdj0001

Co do nurkowania to przy głównej drodze wystawia się bodaj pięć różnych centrów nurkowych ale z racji nie korzystania w ich usług radą służyć nie będę.

Po powrocie z Fulidhoo spędziliśmy jeszcze jedną noc w Dream Lagoon i muszę przyznać, iż trochę żałowałem, że nie trafiłem tu od razu. Nocka w tym przybytku kosztowała 80$ brutto ( o 35 $ mniej niż w Isle), cztery pokoje z mini ogrodem  a wszystko utrzymane we wzorowej czystości. Jak łatwo policzyć po trzech nockach w portfelu mogło zostać 105 $.

Generalnie Maafushi to jeden wielki plac budowy. Trochę martwi tak wielki rozmach inwestycyjny na niewielkiej jednak wyspie. O ile teraz na wyspie hotele nie przekraczają trzech pięter (wyższych nie widziałem) i takich  jest  mało, to w budowie doliczyłem się jednego z sześcioma i dwóch z pięcioma piętrami (parteru nie liczę) a pewności nie mam, że jeszcze nie pójdą w górę. Z perspektywy łodzi budynki te wystrzeliwują sporo ponad koronę wysokich tu przecież  palm. Zaczyna mi to powoli przypominać betony meksykańskiego Cancun czy tajskiej Pattay.  Zastanawiam się również co to będzie jak budowy zostaną skończone. Przecież ta mała plażyczka bikini nie pomieści tylu golasów. Pewnikiem „blade i żółte twarze” zaanektują plażę dla miejscowych. No cóż, taka jest chyba cena postępu.

Wyspa ta ma też i sporo plusów. Dla osób lubiących trochę (ale nie za dużo) gwaru, szumu, przesiadywanie w knajpkach czy chociażby zakupy jest to sympatyczne miejsce.  Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że Maafushi to nie prawdziwe Malediwy. To są prawdziwe Malediwy bo na tej wyspie żyje ponad tysiąc stałych mieszkańców którzy co dzień chodzą do pracy lub szkoły. Robią zakupy, gotują, sprzątają, wychowują dzieci oraz modlą się do swego Boga próbując pogodzić się z coraz to większym najazdem” bladych i żółtych twarzy”.  Wieczorami bujają się w swych śmiesznych „fotelikach”, młodzi grają w piłkę lub siatkówkę a potem krążą (może się wydawać że bez celu) po wyspie swoimi skuterkami. Jeśli to nie są prawdziwe Malediwy to co? Może odizolowane od reszty, wymuskane  resorty?  Wątpię.

Fulidhoo

Nasz plan wyjazdu na Malediwy może na pierwszy rzut oka  wydawać się trochę nielogiczny. Po co najpierw płynąć na trzy dni na Maafushi potem na kolejne trzy dni na Fulidhoo i znowu wracać na jedną nockę na Maafushi. Dla niezorientowanych podam, że promy na i z Fulidhoo pływają tylko trzy razy w tygodniu, więc trzeba się trochę nagimnastykować aby to wszystko spiąć. Każdy prom płynący na i z  Fulidhoo przepływa przez Maafushii.

W niedzielę o 11:30 wsiedliśmy na prom i ruszyliśmy w dwugodzinną podróż. Bilety są sprzedawane na promie w cenie  53 MR (ok. 3,5 $).

malediwy-104

Fulidhoo to mała (600 m na 150 m) zamieszkała przez ok 400  lokalsów  wysepka. Jest szkoła, apteka, lekarz, pielęgniarka kilka sklepów i dwa pensjonaciki; La Perla i Thundi. W każdym jest po trzy pokoje co przy dwóch osobach w pokoju daje 12 sztuk „białasów”  na całą wyspę (żółtych tu nie ma bo oni podróżują w większych grupach).

malediwy-36

malediwy-105

My lądujemy w La Perle a nasi świeżo poznani rodacy Ala i Maciek w Thundi.

malediwy-26

Jest wydzielona plaża bikini więc nawet jak wszyscy turyści na raz wylegną na plażę to …… parawan zdołasz rozłożyć  przy samej wodzie – tak jak we Władysławowie w lipcu o czwartej nad ranem!

malediwy-27

malediwy-59

malediwy-28

malediwy-24

Po szybkim „ od lewej odlicz”  stan „białasów” na wyspie wynosi: Polaków – sztuk 4, Duńczyków – sztuk 4 , Szwedów sztuk 2 i w drodze jest jeszcze para z Włoch. Ale to nie wszystko bo dołącza do nas jeszcze samotna Kanadyjka która znalazła schronienie w trzecim jak się okazuje przybytku.

malediwy-4

malediwy-5

Wracając do bazy noclegowej to my płacimy 86$ brutto za nocleg. Ceny w Thundi są bardzo podobne. Standardem również się nie różnią. Do dyspozycji gości jest wspólna kuchnia z lodówką, kuchenką gazową i czajnikiem.  Ponad to w kuchni stoi pralka z której korzystają turyści.

malediwy-106

 Ciekawą alternatywę może stanowić ten trzeci pensjonacik zlokalizowany w samym sercu wyspy. Na razie do wynajęcia jest jeden  dwuosobowy pokój ze sporą kuchnią i łazienką. Remontowany jest drugi pokój z łazienką. Bardzo komunikatywny właściciel oprowadził nas po tym przybytku i muszę przyznać, że jak na nocleg miejsce to jest warte grzechu. Do owego grzechu może przekonać cena – 45$ brutto za nockę. To prawie połowa tego co trzeba zapłacić w pozostałych dwóch pensjonatach. Aby dostać taką cenę trzeba  się bezpośrednio skontaktować z właścicielem. Namiary poniżej.

fulidhoo0001

Na portalu www.airbub.pl można zobaczyć zdjęcia a także zrobić rezerwację.

Co do jedzenia to Fulidhoo jest droższe  od Maafushi, ponieważ oba pensjonaty trzymają stałą cenę 10$ netto od osoby. Po ubruttowieniu za parę trzeba zapłacić 24 $. Mało to nie jest ale jedzenie też przednie i w dużych ilościach. Z racji naszego zamiłowania do pochłaniania wszystkiego co żyje w morzach i oceanach przyjechaliśmy tu z nastawieniem spożywania ryb. Czyli na obiad i kolację były ryby a na śniadanie zamawialiśmy  pastę z kokosa, cebulki, chili i….tuńczyka.

malediwy-107

Była jedna tańsza alternatywa, ponieważ przy portowej plaży jest lokalna knajpka gdzie można było kupić sobie na wynos ryż lub makaron z tuńczykiem albo kurczakiem z posadzonym na tym jajem. Co prawda porcja niewielka ale budżetowa. Kosztowało to chyba 5$ ale głowy za to nie dam.

Na wyspie widzieliśmy kilka sklepów spożywczych z czego jeden (tego gościa od trzeciego pensjonatu) naprawdę dobrze wyposażony. Więc nie ma potrzeby kupować obiadów i kolacji tylko można opędzić biedę trochę taniej.

W związku z tym, że Ala z Maćkiem nocowali w Thundi a my w Perle postanowiliśmy wziąć po jednej wycieczce od każdego aby nikt nie był stratny. Na pierwszy ogień poszła Picnik Islad od Afira z Thudni. Cena to 65$ od dzioba przy czwórce podróżujących (75$ przy dwóch osobach). W cenę wliczony jest transfer, opłata za wejście oraz lunch. Dołączyła do nas jeszcze wspomniana Kanadyjka co pozwoliło na uszczknięcie dodatkowych 5 $ od pary. Wysepka naprawdę czadowa – Malediwy jakby żywcem wyjęte z katalogów biur podróży.  Zamiast się rozpisywać lepiej pooglądać.

malediwy-33

malediwy-43

malediwy-34

malediwy-35

malediwy-41

malediwy-37

malediwy-42

malediwy-44

malediwy-45

malediwy-38

Do jedzenia dostaliśmy makaron , rybne curry, surówkę, grillowaną  rybę oraz napoje a na deser owoce. Jedzenie dobre i w odpowiedniej ilości. Co prawda był też mały „kwasik” bo miał być ryż a nie makaron a tu nasza Ala  na diecie bezglutenowej?!  Na szczęście bez makaronu też się najadła. Oprócz wylegiwania się na słońcu i moczeniu w wodzie, wyspa oferuje naprawdę przyzwoitą rafę koralowa. Widzieliśmy rekiny a Maciek wypatrzył nawet żółwie.

 malediwy-108

 

CAMERA

Cała wycieczka trwała od 10-ej do prawie 18-ej. Mieliśmy też trochę szczęścia bo czasami na tę wysepkę potrafi przypłynąć kilka łódek z resortów i wtedy już nie jest tak sielankowo.

Drugą wycieczką było noce łowienie ryb, które przy czterech osobach kosztowało po 30 $ od dzioba (40 $ przy dwóch). Wypłynęliśmy o 17:00 a wróciliśmy przed 21. Do łowienia używa się haczyka z ciężarkiem  i żyłką nawiniętą na… coś w rodzaju obręczy. Na hak nakłada się kawałek pokrojonej ryby i rzuca się na dno. Gdy ryba zaczyna brać co ciągniemy żyłkę. Przyznam, że trochę prymitywna to metoda ale miejscowi łowią tak od lat i zawsze coś złowią.

malediwy-61

W naszym przypadku po kilku pierwszych chwilach zwątpienia zaczęły się brania ale póki co niezakończone wyciągnięciem ryby na łódź. W pewnym momencie poczułem że mam coś niezbyt dużego na haczyku więc zacząłem to coś holować do łodzi. Nagłe, mocne szarpnięcie prawie mnie przewróciło! Nasz sternik dopadł do mojej żyłki, owinął ją sobie wokół przedramienia i próbował ciągnąć choć minę miał nie tęgą. Jednak po chwili ryba puściła. Po wyciągnięciu haczyka zobaczyliśmy na nim poszarpaną rybę. Lokalsi stwierdzili, że rybka załapała przynętę ale podczas holowania sama stała się ofiarą najpewniej dla rekina. Czyli próbowałem ciągnąć rekina! Była też zła wiadomość. Jeśli grasują tu rekiny to ryby przestaną brać. Niestety okazało się to prawdą i przez ponad godzinę nie mieliśmy nawet muśnięcia. Pozostało tylko oglądanie pięknego zachodu słońca.

malediwy-62

Zapadł zmrok i nasi przewodnicy zaczęli przebąkiwać coś o powrocie ale my stanowczo stwierdziliśmy, że chociaż jedna rybka musi zostać złowiona!  Ostatecznie złowiliśmy 5 sztuk.

malediwy-63

Po przypłynięciu na wyspę miejscowi pokazali nam jak  można ręką nakarmić płaszczki. Powiem szczerze że bałem się ich długich jadowitych ogonów.

malediwy-109

Na kolację wybraliśmy dwie ze złowionych ryb, które żona gospodarza zaczęła nam przygotowywać.

malediwy-64

Tego wieczoru policzono nam połowę ceny na kolację ponieważ ryby były nasze!

W środę o 11:00 ruszyliśmy promem w drogę powrotną na Maafushi. Arif i Ahmed przyszli nas pożegnać.

malediwy-65

Fulidhoo podobnie jak Maafushi powoli zaczyna przyzwyczajać się do napływu turystów. Przy plaży portowej kończona jest budowa dwukondygnacyjnego hoteliku. Na moje oko na kilkanaście pokoi. Trzydzieści metrów na prawo wykańczany jest kolejny 4-5 pokojowy pensjonat. Arif z Thundi ruszył z budową kolejnych pokoi ( betoniarki trochę zakłócały wypoczynek Ali i Maćkowi). Ahmed z La Perly też zamierza powiększyć swój stan posiadania o jeszcze 7-8 pokoi bo jak mówi ma bardzo dużo zapytań od chińczyków którzy poruszają się kilkunastoosobowymi grupami i przy trzech pokojach nie jest w stanie ich przyjąć. Tak więc i tę wyspę czekają zmiany. No cóż, taka jest kolej rzeczy. Więc jeśli chcielibyście pobyć na tej wyspie i mieć plażę tylko dla siebie (tak jak nam się to zdarzało) to szukajcie tańszych przelotów i w drogę na Malediwy.

 

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *