ZANZIBAR – WODA

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Jacekclipboard02

Zanzibar kojarzy się nam z turystycznym rajem u wybrzeży Afryki. Oczami wyobraźni widzimy siebie, leżących na pięknej plaży, wpatrujących się w turkusowe wody oblewające wyspę, a w dłoni trzymamy kolorowego drinka. Czyż nie tak wyglądają reklamy ekskluzywnych resortów, które kształtują nasze wyobrażenia o idealnym urlopie? Niech pierwszy rzuci we mnie (muszlą, maską czy płótnem z wizerunkiem Masaja) ten, kto zaprzeczy, że nie chciałby właśnie tak wypocząć. Może nie dwa tygodnie, bo z nudów można by oszaleć, ale przynajmniej pierwsze 2 – 3 dni jak najbardziej.

Jambiani
Leniuchowanie czas zacząć
Jambiani
Chłodzące drineczki na bazie rumu, zawsze sprawdzają się w ciepłym klimacie
Zanzibar
Po kilku drinkach, może faktycznie lepiej nie skakać bo można przeoczyć że……. już jest odpływ.
Jambiani
Stali lokatorzy naszego przybytku w Jambiani
Zanzibar
Ale nuda. Ileż można siedzieć w hotelu…

Gdy już nacieszymy się tym błogim lenistwem, często okupionym słonecznymi oparzeniami, nadchodzi czas opuszczenia hotelowych murów. Zanzibar oferuje wystarczająco dużo atrakcji, żeby nie zaznać tu nudy. Co zobaczyć wewnątrz wyspy opisałem w „Zanzibar – Ziemia”, a teraz zajmiemy się tym, co związane jest z wodą.

Delfiny

Można śmiało powiedzieć, że te morskie ssaki są naszymi ulubieńcami. Gdziekolwiek jesteśmy, nachodzi nas ochota, aby „zapolować” na tych sympatycznych drapieżników. Nie inaczej było na Zanzibarze. Podobnie jak na Filipinach musieliśmy wstać około piątej rano, aby zdążyć na poranne żerowanie. Najwięcej delfinów jest na południu wyspy, więc musimy dojechać do Kizimkazi, by tam wskoczyć na łódkę i z wód Menai Bay rozpocząć poszukiwania. Płyniemy około 20 -25 minut do pierwszego punktu zbornego. Na wodzie krąży kilkanaście łódek i może ze trzy delfiny. Czyli jak to zazwyczaj bywa w mocno turystycznych miejscach, „zwierzyny” jest o wiele mniej niż polujących na nią „myśliwych”.

Po kilku minutach bezskutecznego poszukiwania, nasz sternik wymienia kilka zdań jeszcze z dwoma innymi i w trzy łodzie ruszamy gdzieś dalej. Płyniemy przez kolejne 10 minut, a żyjących tu ponoć delfinów butlonosych ani widu. Nagle słyszymy krzyk z sąsiedniej łódki i naszym oczom ukazują się dwa wielkie stada. Dopiero teraz zaczyna się zabawa. Sternicy wyprzedzają płynące leniwie delfiny, zajeżdżają im drogę a my możemy wtedy wskoczyć do wody, by popływać z delfinami. To jest czad! Cała zabawa jest powtarza chyba z siedem razy. Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie widziałem takiej ilości delfinów w jednym miejscu.

Zanzibar
Tego dnia szczęście nam sprzyjało
Blue Safari

Z naszego hotelu w Jambiani musimy wyjechać około ósmej by po prawie półtorej godzinie dotrzeć do miejscowości Fumba. To stąd wypływają łodzie dhow na błękitne wody zatoki Menai. Przez godzinę płyniemy sobie bez zbędnego pospiechu, podziwiając ocean.

Zanzibar
Spokojne wody Zatoki Menai

Pierwszym przystankiem jest tak zwany sand bank. Kilka lat temu będąc na Malediwach, mieliśmy już okazję oswoić się z tym zjawiskiem. Snad bank to łacha piachu, która podczas odpływu tworzy tymczasową wyspę. Gdy przychodzi przypływ, znika pod powierzchnią wody. Oprócz naszej łodzi do tego „chwilowego” lądu dobija jeszcze z dziesięć innych, więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek kameralności, choć piaskownica jest całkiem pokaźnych rozmiarów. Wszyscy rozkładają prowizoryczne namioty, aby choć przez chwilę uciec przed słońcem. Zostajemy tu około godziny.

Zanzibar
Do tymczasowej wyspy przybija coraz więcej łodzi
Zanzibar
Obozowisko na sand banku
Zanzibar
W cenie rejsu jest słodki poczęstunek
Obieramy kierunek na wyspę Kwale

Ruszamy w dalszą drogę na wyspę Kwale, gdzie możemy podziwiać lagunę powstałą w wyniku wypiętrzenia się koralowców. Bardzo interesujące miejsce, z dużym zasoleniem, co skutkuje znikomą ilością żyjątek.

Zanzibar
Laguna na wyspie Kwale

Następnie przepływamy na drugą stronę wyspy, gdzie w planach jest lunch. Gdy na stół trafiają grillowane krewetki, kraby i kalmary to już wiem, że to będzie udany dzień.

Zanzibar
Same pyszności…

Na wyspie jest kilkadziesiąt straganów, w których można za niewielkie pieniądze (5-8 USD) kupić całkiem dobrej jakości chusty, koszulki czy sukienki. Oczywiście grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji, więc kilka nowo zakupionych fatałaszków trafiło do naszego plecaka.

Kwale
Galeria handlowa na Kwale

Ostatnim przystankiem jest rafa, przy której możemy podziwiać podwodny świat. Wycieczka jak najbardziej udana, więc warto się na nią wybrać. W drodze powrotnej mieliśmy dodatkową atrakcję w postaci kilku leniwie bawiących się delfinów. Zwierzaki nic sobie nie robiły z obecności łodzi, tylko zajmowały się sobą. Ocierały się o siebie grzbietami, brzuchami i płetwami – takie leniwe popołudnie.

Zanzibar
Podwodny świat
Plaże Nguwi i Kendwa

Na samej północy wyspy znajdują się dwie, sąsiadujące ze sobą miejscowości do których warto się wybrać choćby na jeden dzień. Nguwi jest typową wioską rybacką, gdzie miejscowi sprzedają swoje morskie zdobycze na lokalnym bazarze. Plaża jest taka swojska. Nikt tu nie biega z grabkami, żeby uprzątnąć to co ocean wyrzuci na biały piasek. Na brzegu parkują łódki, których większość z powodu swojego leciwego wieku już raczej nigdzie nie popłynie. Nie ma tu barów, z których huczałaby głośna muzyka ani nadmorskich restauracji.

Nguwi
Plaża w Nguwi
Zanzibar
W Nguwi można podpatrzeć jak wytwarza się łodzie dhow

Zupełnie inaczej jest w Kendwa. Można powiedzieć, że komercja pełną gębą. Bary, restauracje, parasole, leżaki, szkółki nurkowe, sklepy i wszystko to co kojarzy się z nadmorskim kurortem. Plaża bardzo szeroka i śmiało można stwierdzić, że naprawdę ładna.

Kendwa
Kendwa wita…
Kendwa
Komercyjna, choć ładna plaża Kendwa

Pod koniec dnia wybraliśmy się na jedną z łódek dhow, aby pod żaglami, w świetle zachodzącego słońca mieć okazję trochę się wyciszyć.

Zanzibar
Rejs o zachodzie słońca to super sprawa
Paje

Paje jest bez wątpienia najbardziej znanym ośrodkiem kitesurfingu na Zanzibarze. Piękna, długa plaża z płytką wodą i silnymi wiatrami, idealnie nadaje się do uprawiania tego sportu. Są tu szkoły i sklepy ze sprzętem, więc można pobrać lekcje, albo zaopatrzyć się w odpowiedni ekwipunek. Po intensywnym wysiłku jest, gdzie zjeść, napić się kawy albo uzupełnić płyny. Miejsce to przypadło nam do gustu.

Paje
Długa i szeroka plaża w Paje
Paje
Jest gdzie przysiąść…
Zanzibar
Jest co wypić…
The Rock

Śmiało można stwierdzić, że restauracja The Rock jest jednym z symboli Zanzibaru. Wyglądająca jak „Chatka Baby Jagi”, z tą różnicą, że nie na kurzej łapce, ale na skałce, robi ogromne wrażenie. Codziennie do miejscowości Pingwe ciągną tłumy turystów by zobaczyć to cudo.  Do środka można dojść na własnych nogach lub podpłynąć łódką. Zależy to oczywiście od tego czy mamy przypływ, czy odpływ. Mam akurat na obiad udało dostać się brodząc w płytkiej wodzie, natomiast powrót już odbył się łodzią.

Zanzibar
Do knajpki The Rock wchodziliśmy piechotą …..
Pingwe
Po obiedzie musieliśmy już skorzystać z podwózki

Restauracja od strony lądu wygląda na niezbyt dużą, ale po wejściu do środka można się zdziwić. Mamy tu jedną dużą salę, która spokojnie pomieści ze trzydzieści osób. Po obu bokach mamy jeszcze mniejsze pomieszczenia, gdzie jeszcze kilkunastu głodomorów znajdzie miejsce przy stolikach. Jednak największe wrażenie robi taras z kanapami i fotelami, z którego rozpościera się przepiękny widok na ocean. Jedzenie jest dobre, ale drogie, co chyba nikogo nie dziwi, bo płaci się przede wszystkim za miejsce (ceny znajdziecie tu). Wyjątkowa jak na Zanzibar jest obsługa. To może wydawać się niesamowite, ale oni są szybcy i sprawni?! Tu nie usłyszycie tak charakterystycznego polepole, ponieważ chętnych na skorzystanie w usług The Rock jest wielu, więc trzeba szybo się uwijać. Dlatego warto pamiętać, żeby wcześniej zarezerwować sobie stolik, bo możecie obejść się smakiem.

The Rock
Zewnętrzny taras
Zanzibar
Widoki są naprawdę przednie
The Rock
Specjalność knajpy. Owoce morza dla dwóch osób. Dobre było.

 

Ocean i jego pływy

Zanzibar jest kojarzony w z wielkimi pływami. Poziom wody może różnić się nawet o trzy metry, więc warto śledzić godziny przypływów i odpływów, aby nie dać się zaskoczyć. W większości miejsc wody u wybrzeży wyspy są płytkie. Skutkuje to cofnięciem się oceanu ponad kilometr od brzegu. Jest to niesamowite zjawisko, którego na taką skalę nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy.

Jambiani
Chciałem się ochłodzić, ale ocean znikł
Jambiani
A taką miałem ochotę pożeglować…
Zanzibar
Korzystając z odpływu warto udać się w miejsca, które normalnie są niedostępne

Wybieraliśmy się na długie spacery, obserwując między innymi jak uprawiane są tutejsze algi. Wygląda to tak, że w morskie dno wbija się długie kije, między którymi rozciąga się sznurki, by dowiązać do nich małe algi a właściwie kawałki większych. Mniej więcej po dwóch tygodnia zbiera się rozrośnięte już algi i cały proces jest powtarzany. Zebrane wodorosty suszy się na słońcu układając je na siatkach lub wieszając powiązane sznurkami. Wykorzystywane są w produkcji kremów, balsamów, ale również w paście do zębów. Dużym odbiorcą jest przemysł farmaceutyczny oraz spożywczy.

Zanzibar
Uprawa alg to nieodłączny element krajobrazu Zanzibaru

Bez dwóch zdań Zanzibar zajmie wysoką pozycję w naszym wewnętrznym i subiektywnym rankingu. Niesamowite kolory wody, potężne pływy, dobre jedzenie i sympatyczni mieszkańcy sprawiają, że nie wykluczamy ponownego odwiedzenia wyspy. Wesołe jambo, urocze hakuna matata oraz leniwe polepole, zawsze będzie przypominało mi słoneczny Zanzibar.

Zanzibar
Pewnie jeszcze kiedyś wrócę na Zanzibar, by choć przez chwilę poczuć się jak Król Wioski
Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

One thought on “ZANZIBAR – WODA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *