TAJLANDIA

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Jacekclipboard02

Tajlandia – powrót do Krainy Uśmiechu.

Gdy wróciłem ze swojego pierwszego, tygodniowego wypadu do tego kraju postanowiłem, że jeszcze tam wrócę i to na zdecydowanie dłuższy czas. Pokazując zdjęcia z Bangkoku i Ko Samet zaraziłem tą chorobą żonkę i siostrę. Rozpoczęliśmy przygotowania do ponad dwutygodniowej wyprawy wertując oferty linii lotniczych. Mogę śmiało powiedzieć, że Tajlandia stała się naszą małą obsesją.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

tajlandia-2008

tajlandia-ko-samet

I udało się!!! Zapraszam do relacji w formie dziennika.

21.02. Sobota

Nareszcie upragniony i wyczekiwany urlop. Jeszcze tylko około 18 godzin i będziemy na miejscu. Czeka nas tam słońce, ciepła woda i … przygoda. Pierwszy lot do Zurychu już za nami – brr… jak tu zimno! A my mamy tylko po polarku i wyglądamy jak z innej planety. Wszyscy w zimowych butach i kurtkach a my przyodziani w lekkie obuwie i cienkie dresiki. Na domiar złego do samolotu nie podpięli rękawa i pozostał nam zimowy spacerek po płycie lotniska. O 22:45 opuszczamy chłodną szwajcarską ziemię.

22.02. Niedziela

Po ponad 11 godzinach lotu wreszcie jesteśmy w Bangkoku. Wychodząc z samolotu od razu czujemy uderzenie ciepła – jest 32 C. Odbieramy bagaż i szybka zmiana długich spodni i pełnych butów na krótkie i wygodne stroje urlopowiczów. Odnajdujemy stanowisko Bangkok Air i nadajemy bagaż na Ko Samui. Okazuje się, że musimy dopłacić jeszcze po 100 BTH od osoby, więc wyciągam z portfela 200 BTH które pozostały mi z ubiegło rocznej wyprawy i po przeleżeniu w szufladzie dziesięciu miesięcy właśnie wracają do obiegu.

Po bardzo smacznej bułce z kurczakiem i godzinie lotu jesteśmy wreszcie dotarliśmy do celu. Urlop czuć pełną gębą! Zaczynając od śmiesznych wagoników obierających nas z płyty lotniska, egzotycznej architektury, zapachu roślinności a kończąc na akwariach z kolorowymi rybkami umieszczonych nad pisuarami.

tajlandia-1

Agata i Can przyjechali na lotnisko przywitać się z nami. Ci szczęściarze przybyli tu kilka godzin wcześniej więc są już po pierwszych kąpielach i korytku. Naszą miejscówką jest Sea View Paradice przy plaży Lamai. Jest tu sześć domków. Nasz składa się z dwóch sypialni, łazienki i salonu z aneksem kuchennym. Wszystko jest przeszklone od strony tarasu z którego jest bezpośrednie zejście na plażę.

tajlandia_2009-424

Jest już ciemno, więc bierzemy prysznic i napieramy do najbliższej knajpy na korytko i browar. Zeszło nam blisko trzy godziny a rachunek 2200 BTH to drobne szaleństwo. Najedzeni i trochę rozbawieni wracany kontynuować nasze przywitanie Ko Samui, zakupionym jeszcze na Okęciu Jaśkiem.

23.02 Poniedziałek

Oj, oj… boli głowa a na zegarze wybiła trzynasta. Przespaliśmy pół dnia! Jednak przypominam sobie, że teraz w Polsce jest siódma, więc mamy prawo do powolnej aklimatyzacji. Kartka na stoliku informuje nas że nasi współtowarzysze są na śniadaniu ( a właściwie na obiedzie) w knajpie po prawej, zwanej New Hut.

tajlandia_2009-429

Słońce daje w beret niemiłosiernie a kac zmusza do zamówienia dużego piwa Singha. Za namową siostry zamawiam omlet po tajsku w tuńczykiem i warzywami. Jak się później okaże ta knajpa i to danie będzie naszym ulubionym na plaży Lamai.

tajlandia_2009-412

tajlandia_2009-399

tajlandia_2009-426

Dzień spędzamy na plażowaniu a dziewczyny oddają się w ręce miejscowych masażystek, które wprowadzają je w stan ekstazy.

taj

Wieczorem ruszamy do centrum na spotkanie z dwoma weteranami z Wiednia, którzy są tu już kolejny raz i mają pokazać nam co nieco. Najpierw zabierają nas do baru Ninja w którym jest tanio (ok. 40 BHT) ale porcje bardzo małe. Następnie proponują grę w bilard połączoną z tajska whisky. Okolica jest co najmniej średnia. Wokół kręcą się  „kobiety pracujące”, falujące w rytm ogłuszającej muzyki a wszędzie  dominuje kolor czerwony. Po około dwóch godzinach, lekko ogłuszeni zostawiamy naszych austriackich braci i uczuciem ulgi wracamy do swojej oazy przy plaży.

tajlandia-2

24.02 Wtorek

Pobudka przed dziesiątą co jest naprawdę sporym osiągnięciem.  Po kilku godzinach lenistwa ruszamy do centrum Lamai. Tradycyjnie badamy teren pod kątem dobrego korytka. Ponad to sprawdzamy opcje dostania się do Krabi i decydujemy się na samolot za 4300 BHT ponieważ szkoda nam czasu na zabawy z promami a potem tłuczenie się godzinami transportem publicznym. Jeszcze nie zapadła decyzja gdzie się zatrzymamy ale początkowo planowana Phi Phi Don mocno powala cenami o tej porze roku.

25.02. Środa

Znowu łóżko zniewoliło mnie do trzynastej! Za to towarzysze podróży sypiają świetnie i już od dziewiątej są zwarci i gotowi.

Po południu postanawiamy ruszyć plażą w kierunku Chaweng aby rozejrzeć się za fajną miejscówką po powrocie z Krabi. Nasza ulubiona opiekunka Naa ostrzegła nas że to kawał drogi i może nam to zając nawet trzy godziny. Ale co to dla nas! Ruszamy rozluźnieni i zupełnie nieświadomi co nas czeka.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Po jakim kilometrze plaża praktycznie znika i zaczynamy dryblować pomiędzy skałami. Po godzinie marszu dociera do nas, że gdyby nie odpływ to już dawno musielibyśmy zawrócić.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dopada nas zmęczenie więc postanawiamy uzupełnić płyny i wrzucić coś na ruszt w małej knajpce na wzgórzu. Nasz nadworny gaduła Can, wpada w pasjonującą (jak zawsze) pogawędkę z kierownikiem lokalu. Chwilę potem mamy już załatwiony nocleg na Ko Lancie, ponieważ ów Taj pracował tam wcześniej i w akcie przyjaźni między narodami wykonał tam telefon rezerwując nam pokoje. Zaraz potem podrywamy nasze pierdzonka i ruszamy w dalszą drogę. Niestety zaczynamy już brodzić w wodzie a tu zaczyna się ściemniać.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ostatecznie kapitulujemy i postanawiamy dotrzeć do drogi asfaltowej biegnącej wzdłuż wybrzeża. Problem polega na tym, że w tym miejscu nie ma cywilizacji, więc musimy przedzierać się przez zalesiony terem a o latarkach wcześniej nie pomyśleliśmy. Prawdę mówiąc to nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy i zaczyna to być mało śmieszne. Docieramy do jakiej drogi szutrowej i trzymając się jej docieramy do zabudowań. Otacza nas „królestwo blachy falistej” które niechybnie kojarzy się ze slumsami, czyli Tajlandia pokazuje nam swoje drugie oblicze. Może nazwanie tego slumsami było by sporym nadużyciem jednak czwórka „białasów” w tych okolicznościach przyrody stanowiła ciekawą a zarazem niepokojącą mieszankę.

Ostatecznie dotarliśmy do głównej drogi, zatrzymaliśmy taksówkę i zmęczeni ale pełni wrażeń wróciliśmy do domu.

26.02 Czwartek

Dzisiaj postanawiamy zmienić koncepcję dotarcia do Chaweng – weźmiemy taksówkę ?!

Plaża Chaweng jest ładniejsza od tej w Lamaii głównie za sprawą białego piasku i łagodnego zejścia do wody któremu nie szkodzi odpływ.

ta-15

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Niestety ceny hoteli potrafią zwalić z nóg. Standardowa cena zaczyna się od 3200 BHT co jest dla nas po prosu za drogo.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

W końcu na pograniczu plaż Chaweng i Chaweng Noi wpadliśmy do hotelu First House i zaproponowano nam pokoje lux za 2050 BHT z możliwością późniejszego przeniesienia do standardu jeśli będzie taka możliwość.

tajlandia_2009-583

Postanawiamy sprawdzić okolicę pod kątem dobrego i taniego korytka. Za 50-60 BHT można dobrze zjeść więc. Jest też kilka lokali gdzie płacąc 89-99 BHT możesz jeść do bólu płacąc dodatkowo tylko za napoje. Wygląda to tak, że na stół wjeżdża sprytny grill a dania przygotowujemy sobie sami. Do wyboru mamy mięsa z kurczaka, wieprza, ryby, owoce morza i jak to jest tu w zwyczaju mnóstwa zieleniny.

tajlandia_2009-443

27.02 Piątek

Dzisiaj ostatni dzień naszego pobytu w Lamai. Ruszamy w końcu zobaczyć drugą, większą część naszego hotelu, który znajduje się na zboczu góry. Jest tu kilkanaście domów fantastycznie wkomponowanych w skały i roślinność. Prawie na samym szczycie jest jacuzzi a poniżej niewielki basem z którego roztacza się cudowny widok na wyspę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

tajlandia-4

Schodząc w dół spotykamy Garego, który jest właścicielem tego obiektu i jednocześnie  architektem. Jak nie trudno się było domyślić zagospodarowanie tego zbocza to jego sprawka.

Wieczorek wpadamy do grillowni za 99 BHT, jednak dzisiaj zamiast od razu rzucić się do jedzenia najpierw obserwujemy poczynania tubylców aby coś ciekawego podpatrzeć. Jedna z pań udziela nam lekcji robienia sałatki w papai, która staje się naszą surówką numer jeden. Rozepchani do granic możliwości postanawiamy przespacerować się po centrum Lamaii. Nagle odkrywamy dwie knajpy z olbrzymim wyborem owoców morza w super cenach! Niestety brzuchy są wypchane a jutro z rana lecimy do Krabi. Co mamy robić?! DRAMAT !!! Pada kolejna deklaracja. Za kilka dni jak wrócimy na Samui to weźmiemy taksę z Chaweng i przybędziemy tu na ucztę.

28.02. Sobota

Rano zabieramy zabawki, wręczamy podarunek przemiłej Naa i jazda na lotnisko. Pięćdziesięciominutowy lot dostarcza niespodziewanych atrakcji – wpadamy w turbulencje. Pomiata nami dosyć poważnie jednak szczęśliwie udaje nam się wylądować w Krabii. Po odebraniu tobołków wypatrujemy naszego transportu, który powinien przybyć z hotelu. Niestety jest mała wtopa, ponieważ nasi uprzejmi gospodarze pomieszali rezerwacje i oczekują nas dopiero jutro. Na szczęście chętnych do pomocy nie brakuje i za 2300 BHT (cena taka sama u wszystkich) bierzemy wypasionego busa i ruszamy w ponad dwugodzinną podróż. Po drodze mamy dwie przeprawy promowe dzięki czemu liźniemy trochę lokalnego kolorytu.

tajlandia_2009-466

Docieramy do hotelu Andaman, który ze swoimi niebieskimi dachami może wywołać mieszane doznania  estetyczne. Pokoje są całkiem znośne, basen do zaakceptowania, tylko plaża ukazuje nam swoją ciemną stronę. Zaczął się odpływ i z pod wody jak grzyby po deszczu  zaczynają się wyłaniać ostre skały. Oczywiście wszystkie zdjęcia hotelu dostępne w sieci  były robione podczas  przypływu. Jednak za 1700 BHT miejscówka jest ok.

tajlandia_2009-529

Wieczorem rozpoznajemy okolice i odkrywamy fajną knajpkę z owocami morza. Sprawdzamy również ofertę wycieczek na Phi Phi jednak postanawiamy dać sobie czas do jutra na podjęcie decyzji.

01.03. Niedziela

Po śniadaniu zabieramy zabawki i udajemy się kilkaset metrów od naszego hotelu aby uniknąć nadziania się na którąś z ukrytych pod wodą skał. Jako, że mamy siódmy dzień tygodnia decydujemy się zgodnie z tradycją (Polaka katolika)  by ten dzień święcić. Najzwyczajniej w świecie zamieniamy się w standardowego turystę leżącego na plaży, popijającego browar lub inny napój gazowany, mielącego coś nieustannie, czytającego kolorową prasę i od czasu do czasu moczącego tłuste dupsko w ciepłych wodach morza Andamańskiego. Wieczorek kupiliśmy za 900 BHT wycieczkę na Phi Phi Leh.

02.03 Poniedziałek

Wczesna pobudka, śniadanko i ruszamy do portu. Trochę leciwy ten nasz Titanic ale damy radę. Najpierw płyniemy przez ponad godzinę jako mini prom na Phi Pho Don. Silnik rzęzi, łajba się trzęsie ale co to dla wytrawnych wilków morskich. Dobijamy do portu. Tabuny turystów wylegają na ląd w poszukiwaniu urlopowych wrażeń. Po jakiś dziesięciu minutach kapitan oznajmia, że ruszamy na Phi Phi Leh. Dowcip polega na tym, że członków załogi jest więcej niż turystów bo oprócz naszej czwórki jest tylko jedna Australijka. Widoki potrafią przyprawić o zawrót głowy. Strzeliste skały wyrastają kilkadziesiąt metrów w górę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Po jakiś trzydziestu minutach wpływamy do ukrytej zatoczki z plażą Maya Bay. Dzięki roli „Boskiego” Di Caprio w filmie „Beach” (w polskiej wersji – Niebiańska plaża), to miejsce zyskało dodatkowe miliony fanatycznych wyznawców.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Muszę przyznać, że miejsce jest naprawdę piękne. Pomiędzy dwoma potężnymi skałami bieluteńki jak mąka piasek, w odrobiną egzotycznej roślinności a wszystko to otoczone jest turkusowym morzem.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Po ponad godzinie słodkiego lenistwa ruszamy w drogę powrotną. Najpierw spędzamy trochę czasu na Phi Phi Don. Mamy tu dziesiątki hoteli, mnóstwo sklepów i sporo turystów. Pomimo tych wszystkich niedogodności wyspa może się podobać a przy odrobinie szczęścia jest szansa na odpoczynek w samotności.

ta-2

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Przed naszą porą powrotu na Ko Lantę niebo pokryły ciemne chmury a spotkanie z tropikalną ulewą było tylko kwestią czasu.

ta-3

Na szczęście niebo zapłakało w momencie naszego wejścia do hotelu.

W związku, że był to nasz pożegnalny wieczór w nowo poznanym kierowcą tuk-tuka zrobiliśmy ostatni zwiad wyspy a na kolację dopchaliśmy kichy sporymi ilościami owoców morza.

t-1

03.03. Wtorek

Po blisko trzygodzinnej podróży do Krabi wskoczyliśmy do samolotu i już bez nieprzyjemnych turbulencji wylądowaliśmy na Ko Samui. Rozgościliśmy się w hotelu First House a następnie padliśmy na plaży Chaweng.

04.03 Środa

W dniu dzisiejszym postanowiliśmy wystawić nasze europejskie żołądki na kolejną próbę i spożyć posiłek z mobilnej garkuchni. Najkrócej rzecz ujmując jest to tuk-tuk który zamiast siedzeń ma butlę gazową lub palenisko grillowe. Muszę przyznać, że Tajlandia znowu podłechtała moje podniebienie. Rewelacyjne kurczaki plus surówka z papai robiona na miejscu a wszystko zakrapiane browarem zakupionym w sklepie za rogiem. Oprócz kurczaków w kolejnych dniach jedliśmy różnej maści zupy ze szczególnym uwzględnieniem pewnego wynalazku z dodatkiem świeżej byczej krwi – palce lizać!

tajlandia_2009-566

Chodząc ulicami Tajskich miast i miasteczek w oczy rzuca się niezliczona ilość sklepów w materiałami gdzie szyje się ubrania na miarę. Postanowiliśmy wypróbować umiejętności miejscowych krawców. Agata i Can pokazali co to znaczy zakupowy amok. Do szycia poszły; garnitury, garsonki, spodnie, koszule i inne cuda.

05.03. Czwartek

Jak to już drzewiej bywało obudziliśmy się na śniadanie w porze obiadu. Nie przejęliśmy się tym bardzo ponieważ śniadania hotelowe nie budziły naszego entuzjazmu i woleliśmy jadać na mieście lub ze wspomnianych wcześniej tuk-tuków.

t-2

ta-19

W związku z rozpętaną machiną krawiecką Agata i Can byli nieustannie mierzeni, skracani, wydłużani itp.

Wieczorek kupiliśmy wycieczkę na Anghtong National Marine Park.

06.03 Piątek

Rano ruszyliśmy busem na plażę Mae Nam a dalej szybką łodzią w około godzinną podróż do Anghtong.

ta-5

Jest tu cała masa wysp z pięknymi plażami i dziką przyrodą.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Po wciągnięciu lunchu informujemy naszego przewodnika, że pójdziemy w górę pooglądać widoczki. Jako wytrwani globtroterzy, ubrani w klapeczki i wyposażeni w jedną  butelkę wody 0.5 litra na cztery osoby napieramy w górę trzymając się lin bądź brnąc na czworaka. Po dotarciu do pierwszego punktu widokowego najpierw łapczywie połykamy tlen a dopiero później staramy nacieszyć się pięknymi widokami.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Niestety szczyt nie został zdobyty ponieważ ostatnie podejście jest już bez roślinności po rozgrzanych skałach a klapeczki słabo się sprawdzają w takiej sytuacji. Mimo totalnego wyczerpania i ogromnego pragnienia widoczki nagradzały nas za te poświęcenie.

ta-11

ta-12

ta-13

ta-10

07.03 Sobota

Po wczorajszym wyczerpującym dniu mamy zamiar poleniuchować.

Wieczorem pojechaliśmy do Lamaii aby dobić się owocami morza w jednej z dwóch odkrytych kilka dni temu knajp.

tajlandia_2009-589

tajlandia_2009-587

Po kolacji musiałem kupić nową walizkę bo stara nie dała rady. Dałem się też skusić na zakup „oryginalnej” Omegi z limitowanej serii. Na dobranoc pożegnaliśmy się drineczkami z mętnym bimbrem nazywanym tajską whisky.

08.03 Niedziela

Niestety musiał kiedyś nastąpić ten moment. Ostatni dzień pobytu w tym pięknym kraju. Po zdaniu pokoi wylegliśmy na plażę. Po kąpielach morskich chcieliśmy skorzystać z jakiegoś prysznica a miła pani z recepcji dała nam klucze do łazienki na….. dachu. Ciekawa sprawa, że wchodzi się na dach hotelu a tam jest tylko łazienka?!

Późnym popołudniem lot do Bangkoku a potem przez Zurych do mroźnej Warszawy.

Tajlandia jest dla mnie jednym z tych miejsc do których mówimy że chcemy tam wrócic. Choć nie jestem zwolennikiem chodzenia po swoich śladach to jednak czasami warto zrobić sobie wolne od przyzwyczajeń. Z wielkim sentymentem wspominam pobyt na Malediwach, plaże Maho na Sint Maarten, smak rumu na Gwadelupie czy prawie dziewiczą przyrodę na Bijagos.  I choć byłem tu już drugi raz to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że jeszcze choć raz Tajlandia będzie celem mojej wyprawy. Prawdopodobnie jednak będą to inne wyspy i miejsca sporego przecież kraju.

taj-8

 

 

 

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

One thought on “TAJLANDIA

  • 23 stycznia 2017 at 23:57
    Permalink

    Rewelacja,wspomnienia wróciły,był boski urlop,już cieszę się na Filipiny

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *