IZRAEL

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Izrael – głośny Ejlat, klimatyczna Jerozolima, wyludnione Betlejem oraz Masada i Morze Martwe w piekącym słońcu.

Jacekclipboard02

Długo wyczekiwany wyjazd do Izraela staną pod znakiem zapytania, ponieważ na pięć dni przed planowanym wylotem zaczęły napływać niepokojące informacje dotyczące kolejnej odsłony konfliktu na linii Palestyna – Izrael. Z terenu południowego Libanu rozpoczął się rakietowy ostrzał Izraela. Od lat wiadomo jak jest to zapalny rejon naszego globu. Początkowe doniesienia mówiły o zmasowanym ostrzale terytorium Izraela prowadzonym przez Hezbollah. Do końca jednak nie wiedzieliśmy, jaki zasięg mają rakiety, ale większość napływających informacji dotyczyła zniszczeń w okolicach Nazaretu i Hajfy. O ile Hajfa nie była w planach to Nazaret już tak. Po kilku dniach nerwowego wertowania sieci i wsłuchiwania się w doniesienia serwisów informacyjnych zdecydowaliśmy, że jednak polecimy. Decyzja na tak, była podjęta z kilku powodów; Po pierwsze zaczynamy i kończymy przygodę z Izraelem od południowego jego krańca – miasta Ejlat. Po drugie trzymamy się z dala od północnej części kraju. Po trzecie ten kraj toczy ciągłe wojny od swojego powstania w 1948 roku a ten konflikt, puki, co sprawiał wrażenie lokalnej zadymy obejmującej północny skrawek jego terytorium.

Ejlat.

To niespełna pięćdziesięciotysięczne miasto usytuowane jest na skrawku wybrzeża Morza Czarnego należącego do Izraela. Strategiczny port oraz kilka przeludnionych plaż wciśniętych między Egiptem a Jordanią.

Pierwsze spotkanie z Izraelską ziemią było dosyć dziwne. Większość obsługi stanowiły młode kobiety w mundurach z pistoletami oraz niewielka ilość uzbrojonych w broń maszynową mężczyzn. W ramach wyjaśnienia dodam, że w tym otoczonym przez samych „przyjaciół” kraju wszyscy mają obowiązek pełnienia służby wojskowej. Mężczyźni 3 a kobiety 2 lata. Oczywiście jak wszędzie na świecie są równi i równiejsi, więc są tu i tacy, którzy wręcz brzydzą się bronią – choćby ortodoksi.

Wracając jednak do chwili, kiedy moje stopy dotknęły Żydowskiej ziemi. Wykazałem się zupełnym brakiem znajomości obecnej napiętej sytuacji i podczas standardowych pytań o cel mojej wizyty chciałem lekko rozluźnić atmosferę i wprowadzić element humoru?! Niestety urocze funkcjonariuszki nie miały zamiaru wchodzić w zbędne pogawędki i ……………. poprosiły mnie i żonkę na bok, aby lepiej przyjrzeć się naszym bagażom. Tak oto spędziliśmy około trzydziestu minut w ustronnym miejscu. Co prawda kontrola przebiegała bardzo drobiazgowo, ale nie było to standardowe wywalenie wszystkich rzeczy na stół i grzebanie w cudzych gaciach tudzież skarpetach.  Po prostu panie w gumowych rękawiczkach przekładały każdą rzecz po kolei starając się ich nie pognieść a po wszystkim poukładały z powrotem do walizek. Jedynie duża ilość aparatów fotograficznych wzbudziła ich zainteresowanie. Po wszystkim byłem szczęśliwy w dwóch powodów; Po pierwsze patrząc na te gumowe rękawiczki bałem się, że za kotarką będę musiał robić …przysiady?! Po drugie dobrze, że taka kontrola była przy wjeździe, kiedy wszystkie rzeczy są czyste i poukładane a nie przy powrocie, gdy w walizach zazwyczaj jest porządek jak po przejściu tornada.

Gdy w końcu przeszliśmy wszystkie kontrole wylegliśmy na ulice Ejlatu i zobaczyliśmy iście europejskie miasto. Restauracje, sklepy a nawet kina takie jak u nas. Oczywiście nie wszystko jest takie jak u nas – chociażby ceny. Jest sporo drożej, ale masakry nie ma. Jak dla mnie było tu dosyć tłoczno, ale w końcu to była połowa lipca, więc szczyt sezonu.  Gdy patrzyłem na zapchane golasami plaże, lejące się litrami piwo i huk dobiegającej muzy aż trudno było mi uwierzyć, że kilkaset kilometrów na północ ich krajanie oglądają nad głowami rakiety Hezbollahu.  Utwierdziłem się tylko z przekonaniu, że dokonaliśmy właściwego wyboru przybywając teraz do Izraela.

Morze Martwe

Nazwa trochę myląca, ponieważ to jezioro nie ma nic wspólnego z morzem. Ani to duże, bo 50 na 15 kilometrów szału nie wywołuje. Ani bogate w ryby i roślinność, bo tu praktycznie nic nie żyje. Na dodatek Morze Martwe znajduje się ok. 418 metrów poniżej…….poziomu morza?! Czyli jesteśmy w największej depresji świata. Zresztą wygląda to jak wielka kałuża na środku pustyni. Wokół brzegów nie rośnie żadna naturalna roślinność, ponieważ tak duże zasolenie zabije każdy krzaczek. Jeśli zobaczymy gdzieś palmy lub inną roślinność możemy być pewni, że posadził to człowiek. Morze Martwe stanowi również naturalną granicę pomiędzy Jordanią a Izraelem. Po stronie Izraelskiej jest kilka hoteli gdzie bardzo popularne są wczasy dla chorujących na łuszczycę, również alergicy mają tu mały raj, bo właściwie nie ma tu pyłków.

Sama kąpiel jest niezwykłym przeżyciem. Gdy wchodzimy pierwszy raz do wody to mamy wrażenie, że poruszmy się jakby w rzadkim kisielu. Pływanie najlepiej wychodzi stylem grzbietowym z gazetą lub browcem w dłoniach. Jeśli ktoś nie potrafi pływać to pozbędzie się tutaj wszelkich kompleksów. Wykluczone są natomiast tradycyjne zabawy wodne okraszane pluskaniem i chlapaniem, bo jak obłędnie słona ciecz dostanie się do naszych oczu to z wrzaskiem będziemy pędzić na oślep do pryszniców ze słodką wodą. Zresztą sama kąpiel też powinna być ograniczona do 20 minut i po tym czasie należy się spłukać słodką wodą, aby sól nie wżarła się w delikatne miejsca naszego ciała.- Chyba wiecie, o jakich delikatnych obszarach piszę?!

Pływanie stylem grzbietowym jest najbezpieczniejsze.
Pływanie stylem grzbietowym jest najbezpieczniejsze.
Smarowanko leczniczym błotkiem.
Smarowanko leczniczym błotkiem.

Przed kąpielą warto zakupić torebki z miejscowym leczniczym błotkiem i natrzeć się nim.  Niestety Morze Martwe cały czas wysycha, ponieważ jedyny jego dopływ rzeka Jordan z roku na rok dostawcza coraz mniej wody a parowanie na pustyni jest spore.  Na szczęście sprytne żydki mają koncepcję połączenia tego zbiornika blisko dwustukilometrowym rurociągiem, który zapewni dostawy świeżej wody z Morza Czerwonego. Pomysł sam w sobie prosty a zarazem genialny, ponieważ jeśli Morze Martwe jest 400 metrów poniżej poziomu morza to wystarczy pod pewnym kątem zakopać rurę a grawitacja załatwi resztę.

Masada

Masada jest to jedno z tych miejsc, które pozostają na zawsze w pamięci. Co to jest właściwie ta Masada? Mam wrażenie, że dla żydów Masada jest tym, czym dla nas jest obrona Częstochowy z Sienkiewiczowskiej Trylogii, beznadzieja obrońców Helu i poczty Gdańskiej razem do kupy wzięte.

Nawet w przysiędze żołnierzy izraelskich jest wers, który brzmi; „Masada już nigdy się nie podda”.

Replika Masady
Replika Masady

Masada była twierdzą usytuowaną na czterystumetrowym płaskowyżu, w której schroniło się około tysiąca ostatnich obrońców Judei przed rzymską nawałnicą w 73 roku naszej ery. Ta wybudowana przez Heroda Wielkiego twierdza przez trzy lata opierała się atakom Rzymian. Ostatecznie najeźdźcy zdobyli Masadę usypując ziemną rampę, po której mogli wprowadzić maszyny oblężnicze. Dramatyzm całej historii polega na tym, że obrońcy widząc beznadziejność sytuacji postanowili popełnić zbiorowe samobójstwo. Prawdopodobnie przeżyły tylko dwie kobiety i ich dzieci.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

masada

Na szczyt najlepiej dostać się kolejką linową, można też z buta, ale w palącym słońcu jest to mała rzeź. Widoki z góry na pustynię i Morze Martwe są fantastyczne.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Jerozolima

O tym miejscu mógłbym napisać książkę, ale już tylu zrobiło to prze de mną i jeszcze wielu zrobi to po mnie, na pewno lepiej. Z wielu miast, jakie było mi dane odwiedzić Jerozolima wydaje się być najciekawsza. Jest to taka niesamowita mieszanka kultur, gąszcz wąskich uliczek oraz święte miejsca chrześcijaństwa, islamu, judaizmu oraz wielu, wielu innych mniej nam znanych religii. Któż z chrześcijan nie słyszał o wyprawach krzyżowych, aby odbić Święte Miasto z rąk innowierców. Podobne historie owiane nutką bohaterstwa i tajemniczości znają muzułmanie i żydzi. Dlaczego to miejsce zbudza tak wiele emocji? Jest taka scena z filmu „Królestwo Niebieskie”, gdy Orlando Bloom grający Baliana negocjuje warunki poddania miasta z Saladynem i na koniec zadaje mu pytanie. „Co dla Ciebie jest warta Jerozolima?” a Saladyn odpowiada – „Wszystko i …..nic!”.

Można zadać sobie pytanie, dlaczego „wszystko”?. Odpowiedź wydaje się oczywista! To właśnie tutaj został ukrzyżowany i pochowany Jezus by po trzech dniach z martwych wstać. To w tej samej Jerozolimie kilkaset metrów dalej i kilka wieków później Mahomet wstąpił do nieba. Dokładnie w tym samym mieście jest Wzgórze Świątynne i Ściana Płaczu, czyli symbole judaizmu.

A dlaczego „nic”. Nic, bo nie ma tu niczego innego po za wspomnianymi symbolami, o co warto by było przelewać krew.

jerozolima

Muszę się zwierzyć, że wyprawa do Jerozolimy nie była dla mnie pielgrzymką, czy jakimś specjalnym przeżyciem duchowym. Nie wierzę w żadne bóstwa, religia taka czy inna jest mi duchowo obca i nie rozumiem jak można toczyć wojny w imię wyższości jednego bóstwa nad drugim. Nie zmienia to jednak faktu, że lubię zwiedzać miejsca kultu i obserwować zachowania ich wyznawców.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Jerozolima z populacją zbliżoną do naszego Krakowa przyjmuje co roku około czterech milionów turystów. Jednak te cztery miliony przyjezdnych zrobiły sobie „wolne” od zwiedzania Jerozolimy w tamte lipcowe dni. O ile w Ejlacie i nad Morzem Martwym ludzi było całkiem sporo to tutaj hotele świeciły pustkami a do wszystkich miejsc turystycznych wchodziliśmy z marszu. Po raz pierwszy w życiu zrozumiałem jak rynek turystyczny jest czuły na wszelkie zawirowania. Jednak zdjęcia ostrzałów rakietowych prowadzonych przez Hezbollah a chwilę potem działań odwetowych armii izraelskiej przemawiały do wyobraźni potencjalnych przybyszów. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy była z setka pokoi a tymczasem na śniadaniu widywało się kilkanaście osób. Nasz poznany lokalny pomocnik i przewodnik Mirek ciągle powtarzał, że mamy ogromne szczęście, bo w szczycie sezonu możemy swobodnie wybierać sobie, co i w jakiej kolejności chcemy oglądać a na dodatek nikt nas nie popędza, popycha itp. W ciągu tych kilku dni spotkaliśmy tylko dwie grupy rodaków przybyłych tu w ramach pielgrzymek organizowanych przez parafie a podobno normą jest spotkanie takowych do kilkunastu dziennie. Było też trochę Azjatów i bardzo mało białasów.

Specjalnie nie narzekaliśmy z tego powodu, ponieważ bez ograniczeń mogliśmy chłonąć to miasto. No prawie bez ograniczeń, ponieważ rozmieszczono dodatkowe posterunki, wprowadzono ograniczenia w długości otwarcia lokali i zakazano organizowania imprez tanecznych. Zresztą pewnego wieczoru, gdy po ciężkim dniu wypełnionym długim dreptaniem uliczkami starego miasta, w pokoju hotelowym raczyliśmy się z Mirkiem koszernym alkoholem, do naszych uszu dobiegł huk wystrzałów. W pierwszej chwili na twarzy naszego koleżki pojawił się ewidentny strach. Do tej pory cały czas nas uspokajał, że tu jest bezpiecznie i nic nam nie grozi. Przebiegliśmy na drugą stronę żeby zobaczyć co się dzieje. Na szczęście okazało się, że to kilkudziesięciu młodych ludzi zrobiło sobie imprezkę i po wypiciu kilku głębszych odpalili petardy.  Ich radość nie trwała z byt długo, bo może po 3-4 minutach zaroiło się od policjantów i żołnierzy. Spacyfikowali gawiedź dosyć brutalnie jak na nasze standardy, kilku zakuli w kajdanki innych zapakowali luzem do samochodów i po piętnastu minutach nie było śladu po imprezce. Przyznam szczerze – dosyć osobliwe było to przeżycie.

jerozolima-1

Stara Jerozolima dzieli się na cztery dzielnice – Muzułmańską ( gdzie panuje największy chaos i nieporządek, ale gwarną i ciekawą), Chrześcijańską (Bazylika Grobu Pańskiego), Żydowską (Ściana Płaczu) i Ormiańską (najmniejszą, ale z ważnymi zabytkami jak chociażby XII -wieczny katedra św. Jakuba). Najlepiej przejść je wszystkie, poznając niezwykłą atmosferę tego pełnego kontrastów i sprzeczności miasta. Choć Stare Miasto Jerozolimy na około 1 km2 powierzchni to jest tam tyle ciekawych miejsc, że nawet tydzień może się okazać zbyt krótkim czasem, aby dobrze poznać to miejsce. Wiele bardzo znanych miejsc, jak chociażby Bazylika Grobu Pańskiego jest wciśniętych między innymi budynkami i czasami możemy ich nie zauważyć lub wręcz mieć problem z odnalezieniem celu naszej wędrówki.

jerozolima-2

W tym gąszczu uliczek należy się bezwzględnie …zgubić. Radziłbym schować mapę do plecaka i po prostu chłonąć to miasto. Nie należy obawiać się, że zbłądzimy gdzieś daleko, bo w najgorszym wypadku odbijemy się od murów obronnych lub dotrzemy do jednej z siedmiu bram miasta.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

W starej Jerozolimie są tylko dwa miejsca, które dają trochę oddechu dla cierpiących na klaustrofobię – Ściana Płaczu i Wzgórze Świątynne z charakterystyczną złotą Kopułą na Skale. Dla lubiących trochę więcej przestrzeni ciekawą opcją jest zwiedzanie Jerozolimy chodząc po dachach.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

jerozolima-3

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Gdy wydeptamy już kilka ścieżek w starej części miasta oraz przejdziemy drogę krzyżową, warto opuścić gościnne mury i wdrapać się na przeciwległe wzgórze zwane Górą Oliwną. Proponuję zrezygnować z komunikacji miejskiej i poczłapać tam piechotką, choć w upalnym słońcu może dla niektórych być to sporym wyzwaniem.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

U jej stóp możemy podziwiać cmentarz żydowski, na którym miejsca pochówku osiągają astronomiczne ceny. Dla mnie małym szokiem był stan grobów na tym cmentarzu, które wyglądają jak jedno wielkie gruzowisko.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Po drodze warto zajrzeć do kościoła Pater Noster gdzie w jego krużgankach możemy podziwiać modlitwę Ojcze Nasz w ponad 180 językach. Oczywiście jest tekst w języku polskim, ale też w ….kaszubskim.

jerozolima-4

Kiedy zmęczeni, ale szczęśliwi zdobędziemy Górę Oliwną naszym oczom ukarze się najbardziej znany widok na Jerozolimę. Było to nasze ostatnie spojrzenie na te intrygujące miasto.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Betlejem

Naszym celem jednodniowego wypadu było miasto w Autonomii Palestyńskiej, które w tamte dni nie wyglądało najlepiej. Od Izraela oddziela je wysoki na 8 metrów betonowy mur, którego docelowa długość na wynieść prawie 800 km. Przez Izraelczyków nazywany jest murem bezpieczeństwa, przez Palestyńczyków murem więziennym a dla turystów jest swego rodzaju atrakcją. Od strony palestyńskiej tuż przy murze stoją domy i toczy się zwykłe życie. Większość powierzchni muru pokrywają graffiti. Od strony Izraelskiej do muru nie ma dostępu, ponieważ najpierw mamy kilkumetrowe odcinki grabionego piasku, aby było łatwiej sprawdzić czy ktoś go nie przeskoczył. Następnie mamy ogrodzenie z drutu kolczastego. Oczywiście fotografowanie jest zabronione.  Podobnie sytuacja wygląda przy przekraczaniu granicy. Do Autonomii Palestyńskiej jest dużo łatwiej wjechać niż z niej wyjechać.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Betlejem pozbawione turystów wygląda jak wymarłe. W lipcu 2006 roku, w czasie wojny Izraela z Hezbollahem, byliśmy praktycznie jedynymi turystami. Wycieczki z całego świata wystraszyły się i do tego miejsca docierali głównie Polacy. Zwiedzało się jeszcze fantastyczniej niż Jerozolimę. Wszędzie pusto, żadnych kolejek.

Bazylika Narodzenia z zewnątrz wygląda jak kamienna ściana z małymi drzwiczkami.  Czyli nie specjalnie. W środku też bez rewelacji.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Pewnie dla osób mocno wierzących jest to bardzo silne przeżycie, ale dla nas był to kolejny z odwiedzanych kościołów. Cieszyłem się tylko z tego, że trafiliśmy tutaj w tak spokojnym czasie, bo czytałem przed przyjazdem, że potrafi być tu bardzo tłoczno.

Wokół Bazyliki Narodzenia jest sporo sklepów i restauracji. Właśnie w jednej z takich restauracji skosztowałem grillowanej baraniny. Była to najlepsza baranina jaką do tej pory jadłem. Niestety zapomniałem jaką nazwę miał ten lokal.

Bajt Sahur

W drodze powrotnej zajrzeliśmy do Bajt Sahur gdzie na terenie katolickiego sanktuarium Sijar al-Ghanam na Polu Pasterzy można podziwiać kaplicę „Gloria in Excelsis Deo”. W przeciwieństwie do Bazyliki Narodzenia to miejsce zdecydowanie przypadło mi do gustu. Niewielkich rozmiarów kaplica, usytuowana w otoczeniu zieleni, skłaniała do chwili zadumy.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 betlejem

Nasz wyjazd do Izraela dobiegł końca i choć były to bardzo niespokojne dni to właśnie dzięki temu mogliśmy bez tłumów zwiedzić ten zakątek świata.

Pozostaje mi tylko zachęcić wszystkich do odwiedzenia tych wszystkich miejsc, zwłaszcza, że możemy za niewielkie pieniądze dolecieć do Ejlatu lub Tel Awiwu.

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *